Arłukowicz uratował życie koledze z Sejmu
autor: Michał , 2010-02-08 12:16Członek "hazardówki" ma za sobą nie lada przeżycia - brał udział m.in. w programie "Agent", jest lekarzem. W Sejmie uratował życie partyjnemu koledze!
Źródło: forum
Bartosz Arłukowicz i Grzegorz Pisalski spokojnie spożywali obiadek w sejmowej restauracji, gdy nagle ten drugi się zakrztusił. Łosoś stanął posłowi Lewicy w gardle. Na szczęście, członek hazardówki nie stracił zimnej krwi.
- Ja się dławiłem łososiem, a Arłukowicz patrzył na mnie i chichotał. Myślał, że udaję. Ale po chwili i dla niego było już jasne, że tracę oddech, że naprawdę się duszę - opowiedział "Faktowi" Pisalski.
Gdy tylko okazało się, że poseł nie udaje, Arłukowicz od razu pobiegł po pomoc. Niestety, sejmowy lekarz chciał odesłać panów do... laryngologa.
- Pielęgniarz wysyłał nas do specjalisty, a na to nie było czasu. Zabrałem mu więc narzędzie, takie specjalne szczypce, i wróciłem, by ratować kolegę - opowiedział bulwarówce Arłukowicz. Śledczy od razu rzucił się do akcji - złapał kolegę, odchylił jego głowę i szczypcami wyjął kawał łososia z ością.
- Poseł Arłukowicz uratował mi życie. Moja rodzina i ja jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni - dodał Pisalski.
Nic dziwnego, że Jarosław Kaczyński zapraszał Arłukowicza do PiSu. Takiego herosa chciałaby mieć pewnie każda partia.
Tagi: arłukowicz, lewica, pisalski


Komentarze
~nickto 2010-02-08 napisał(a):
Och jaka szkoda że nie był to Donek bo do takich heroicznych akcji tylko ci on stworzony! a tak to nie jest żadna atrakcja.
~Antoni Jazgarz Butrykowski 2010-02-09 napisał(a):
Refleks godny Supermana!
Dobre! Ale swoją drogą, to skandal, że nasi "wybrańcy" muszą się prostym, ba nawet prostackim, norweskim łososiem truć na obiad? I życie z tego powodu narażać? W restauracji sejmowej?I niech ktoś powie, że poseł to jest bezpieczny zawód? To skandal! Na kawior, czy trufle, o wiele bezpieczniejsze dla życia, to już elektoratu lewicy nie stać? Proletariusze wszystkich partii lewycy, zrzućcie się! Bo jakby tak na Oleksego trafiło, a doktora Arłukowicza pod ręką nie będzie! Strata niepowetowana! A Pan Bartosz, choć mobilny jak nikt w SLD, to jednak nie Turbodymomen ani Superszmaja, wszędzie być nie może!