Tadeusz Iwiński pomagał na Haiti
autor: Michał , 2010-02-23 09:51Oglądał, rozmawiał i się opalił - a to wszystko za pieniądze ONZ. Pomógł czy zrobił sobie wycieczkę za granicę?
Źródło: Fakt
Iwiński, zwany również profesorem, udał się na Haiti samolotem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Został wyznaczony do współpracy z Radą Europy. Jego zadaniem było udokumentować wyjazd zdjęciami, rozmawiać z ludźmi, opowiadać im o pomocy i samemu zobaczyć, co można zrobić dla Haiti.
Tym, co zobaczył, poseł był wstrząśnięty.
- Trudno sobie wyobrazić skutki takiego trzęsienia, gdy się tego nie widzi. Ja byłem na miejscu jedynie 2 doby i to co zastałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania - powiedział "Faktowi" Iwiński.
Profesor wysnuł górnolotne wnioski na temat pomocy dla Haitańczyków.
- Haiti potrzebuje długofalowej pomocy. Nie wystarczy wysłanie kilku transportów - stwierdził poważnie poseł. Dodał, że rozmawiał z wieloma mieszkańcami kraju i wie, czego oni oczekują.
Zaiste, napracował się tam pan Iwiński. A jakie odkrywcze wnioski wysnuł - aż dech zapiera. Szkoda tylko, że nawet takim "altruizmem" musiał się pochwalić. Ale wiadomo - na akcji ratunkowej można zbić niezły kapitał polityczny. O ile tylko się nią pochwali w "Fakcie".
Tagi: haiti, iwiński, sld, tadeusz iwiński


Komentarze
~PIKI` 2010-02-23 napisał(a):
I TO SIE CHWALI
~Antoni Jazgarz Butrykowski 2010-02-24 napisał(a):
Poseł Iwiński z misją na Haiti ! Haiti było wstrząśnięte!
Pan poseł Iwiński jest przecież z tej partii klasy robotniczej, której przedstawicielom leży na sercu głównie dobro ludu pracującego miast i wsi! I to nie tylko w Polsce! O nie, on pracowicie roznosi zarzewie światowej rewolucji socjaldemokratycznej, po całym świecie, nawet na dotknięte kataklizmem Haiti. On, jak przystało na nastajaszcziego riewolucjaniera, żadnego zadupia, żadnej egzotyki się nie boi. Więc "podnosi ubogich na duchu", niesie te swoje "wsparcie moralne" te dobre rady, do każdego, im bardziej egzotyczny, tym lepiej, zakątka świata. A ci tubylcy, złaknieni jak kania dżdżu tych pięknych bon motów i anegdot, a zwłaszcza "cytatów ze znanych mężów", słuchają z zapartym tchem, otwartymi ustami, i dozgonną wdzięcznością w załzawionych oczach! Znanych z tego, że zazwyczaj byli mniej od posła Iwińskiego oczytani. Poseł Iwiński to najbardziej ewangeliczny i misyjny poseł nie tylko w LSD, ale i w całym Sejmie. I najwidoczniej czasy okropnego, komunistycznego ucisku, gdy z wycieczkami mógł jeździć w jednym, mniej przez niego preferowanym kierunku, teraz pracowicie sobie odbija. A że wszyscy ci socjaldemokraci ślubowali ubóstwo, a ich ideologiczne pryncypia posiadania jakiegokolwiek majątku osobistego kategorycznie, dla czystości idei, zabraniają, to musi te wojaże na koszt podatnika, z konieczności, odbywać. Ale wszak podróże kształcą, (zwłaszcza te na tak zwany po proletariacku, "krzywy ryj")więc nasz parlamentarzysta z każdej wraca z coraz bardziej imponującą wiedzą! Co przyspiesza nieuchronne zwycięstwo partii Pana Profesora nad światowym kapitalistycznym spiskiem, i nadejście ustroju powszechnej szczęśliwości, pod przewodem SLD, oczywiście! A oprócz tego jest znany również ze skłonności do publicznego poklepywania po pupie co przystojniejszych tłumaczek, co o tyle się dziwne wydaje, że jak sam skromnie twierdzi, mówi biegle we wszystkich językach świata, choć w żadnym, o dziwo, nie ma nic sensownego do powiedzenia! To po co mu jakieś tłumaczki?